Problem marketera
Jak powszechnie wiadomo, na polityce, medycynie i marketingu zna się w Polsce każdy. Marketera można spotkać nie tylko w agencji reklamowej, agencji PR czy innej agencji interaktywnej, ale również w firmie zajmującej się tworzeniem stron internetowych, urzędzie gminy czy nawet lokalnym przedszkolu. Jednak bez względu na to, w którym z tych miejsc pracuje nasz marketer, ma on do rozwiązania jeden niezmiernie trudny problem…
Marketer? A kto to?
Kiedy piszę marketer, to na potrzeby niniejszego artykułu, mam na myśli trzy profesje: grafika,
copywritera i specjalisty ds. social media. Oczywiście można by tutaj wymienić również strategów, webmasterów, specjalistów ds. SEM i kilka innych profesji, jednak
chciałbym skupić się na zawodach, których wykonywanie wymaga znacznie większej
dozy kreatywności, przez co obiektywne zmierzenie wyników ich pracy, często bywa
problematyczne. Umówmy się więc, że czytając słowo marketer w tym artykule,
pomyślisz o jednym z zawodów wymienionych przeze mnie w pierwszej trójce.
W znakomitej większości wypadków, z marketerami jest tak, jak z
politykami i lekarzami. Ci pierwsi dużo obiecują, potem coś robią, ale efekty
są dalekie od Twoich oczekiwań. Ci drudzy uchodzą za super specjalistów i twierdzą,
że doskonale znają się na rzeczy, ale zanim się Tobą zajmą, każą Ci podpisać
papierek, w którym oświadczasz, że w razie gdyby coś poszło nie tak, nie
będziesz rościł do nich pretensji. Pytam się więc, za co w takim razie masz im zapłacić?
Kreatywna jednostka
Niestety z marketerami bardzo często jest podobnie. Marketer to
najczęściej kreatywna jednostka, nie
lubiąca schematów, z silną potrzebą wybicia się ponad przeciętność. Cecha ta
przydawała się mu na studiach, kiedy mógł tworzyć projekty na zajęcia i różnego
rodzaju konkursy. Niestety koniec studiów przyniósł rozczarowanie, bo okazało
się, że świat nie składa się z klientów szukających prac na konkursy, ale osób,
które interesuje przede wszystkim wynik
finansowy firmy na koniec miesiąca. I ta smutna prawda jest dla wielu
marketerów zabójcza.
Wielu z nich chciałoby projektować kampanie dla wielkich zachodnich
koncernów, które przywiązują bardzo dużą uwagę do spraw wizerunkowych i są
skłonne wydawać na to setki milionów dolarów. Marzą im się reklamy, o których
będzie rozmawiał cały świat i które staną się ikonami popkultury albo punktem zwrotnym w strategiach marketingowych
całego segmentu rynku. Kiedy trafiają do mniejszej agencji albo zakładają
własną działalność i zderzają się z potrzebami realnych osób, prowadzących własne
biznesy, ich wyobrażenie o zawodzie, który sobie wymarzyli, pęka jak mydlana
bańka. Nie ma kampanii telewizyjnych, spotów radiowych ani ambientów. Nie ma
branżowych konferencji ani prestiżowych nagród. Jest za to statystyczny polski
przedsiębiorca i jego oczekiwania, i
wyobrażenia o marketingu.
Problem marketera
Niestety większość marketerów, z którymi się spotykam, postrzega swoją
pracę jako niesienie kaganka oświaty nieuświadomionym, zapominając w tej
heroicznej walce o tym, że w każdej usłudze na pierwszym miejscu stoi użyteczność. Można oczywiście liczyć na to, że potencjalny
klient weźmie naszą ulotkę, email albo baner za dzieło sztuki i będzie
podziwiał paletę kolorów, doskonale rozplanowaną przestrzeń i oryginalny tekst,
zwróci uwagę na to, że użyliśmy bezszeryfowego fontu i że składnia zdań
doskonale podkreśla zalety produktu, ale stanie się tak wyłącznie wtedy, jeśli
ów klient sam jest marketerem i ma trochę wolnego czasu. W pozostałych 99% przypadków,
klient rzuci okiem na efekt naszej pracy i jeśli nie znajdzie tam dla siebie jasno określonej wartości albo czegoś, co go zainteresuje, zignoruje to. Ulotka, folder czy broszura reklamowa mogą być najpiękniejsze w całej
galaktyce, ale jeśli nie będą
sprzedawały, to staną się zbędnym kawałkiem papieru, na który niepotrzebnie
zostało wyciętych kilka drzew. Jeżeli nasza reklama na Facebooku, baner albo mailing
nie będą generowały ruchu na stronie albo nie przyczynią się do zwiększenia
ilości zamówień w sklepie internetowym, to mimo swojej oryginalności,
kreatywności i wyjątkowości, będą do
wyrzucenia.
Problem w tym, że niewielu marketerów zdaje sobie sprawę z tego, że marketing
jest tylko narzędziem, a nie celem
samym w sobie. Jest narzędziem, które ma, w zależności od branży, wspierać lub
generować sprzedaż, a pełnienie funkcji reprezentacyjnej i cała kreatywna otoczka, są tylko i wyłącznie
dodatkami.
Wujek dobra rada
Myślę, że zarówno marketerom, jak również ich klientom, będzie żyło się
znacznie łatwiej, jeśli w swoich codziennych poczynaniach będą pamiętali o
dwóch podstawowych zasadach.
Drogi przedsiębiorco:
Kiedy następnym razem będziesz szukał osoby do przygotowania treści na
stronę internetową Twojej firmy, zaprojektowania ulotki reklamowej czy
poprowadzenia kampanii reklamowej na Facebooku, sprawdź najpierw dokładnie czy masz do czynienia z konkretnym
człowiekiem, który rozumie na czym w dzisiejszych czasach polega biznes.
Wybieraj uważnie, bo w tej branży rzeczowi ludzie należą do rzadkości.
Drogi marketerze:
Kiedy następnym razem do Twoich drzwi zapuka klient, pamiętaj proszę,
że bez względu na to jaką będzie on osobą i bez względu na to jaki rodzaj
projektu Ci zleci, ma on wobec Ciebie jedno podstawowe oczekiwanie:
(UWAGA: nie oglądaj zanim nie przeczytasz, bo popsujesz sobie zabawę.)
Wykorzystane zdjęcie pochodzi ze
strony: relevance.com
Prześlij komentarz